Najpierw cię ignorują. Potem się z ciebie śmieją. Potem z tobą walczą. Potem zwyciężasz!

Tym mottem M.K.Gandhiego chciałabym zilustrować jedno z najtrudniejszych zagadnień życia chrześcijańskiego. Chodzi o słowa Jezusa z Kazania na Górze: „ A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!” (Mt 5,39) Często rozumie się je tak, że dobry chrześcijanin powinien jak bojaźliwa owieczka milczeć i pozwalać drugiemu na wszystko.

Tymczasem sam Jezus dał nam inną, prawidłową wykładnię tych swoich słów. Stało się tak, kiedy sam został spoliczkowany na krótko przed swoją Męką. Tak to opisuje św. Jan Ewangelista: „Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: «Ja przemawiałem jawnie przed światem. Uczyłem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie uczyłem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem». Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: «Tak odpowiadasz arcykapłanowi?» Odrzekł mu Jezus: «Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?»” (J 18,19-23).

Wyjaśnienia wymaga pierwsza wypowiedź Jezusa, Jego słowa do arcykapłana. Z pozoru wygląda bowiem na arogancką. W rzeczywistości jednak Jezus staje tutaj w obronie ówczesnego prawa, które przewidywało, że w rozprawie sądowej przemawiają świadkowie, a nie osoba postawiona przed sąd. Z punktu widzenia praworządności więc odpowiedź Jezusa jest jak najbardziej uprawniona i nie powinna uchodzić za nieuprzejmą. Przeciwnie – to sługa arcykapłana zachował się niegrzecznie, policzkując Jezusa bez racji.

Wówczas Jezus staje w obronie swojej godności – ryzykując w ten sposób, że może oberwać drugi raz. Sługa bowiem zaprezentował już swoją gotowość do bicia i brutalność. Ktoś powinien mu jednak uświadomić zło jego postępowania, i Jezus nie uchyla się od tego obowiązku. Na tym właśnie polega w rzeczywistości ewangeliczne nadstawianie drugiego policzka – na spokojnym, rzeczowym przeciwstawianiu się złu, ale bez stosowania przemocy, tylko na gotowości samemu narażenia się na nią.

Nadstawianie drugiego policzka jest to bowiem w istocie metoda walki. Tak właśnie rozumiał je Gandhi, który podczas studiów prawniczych w Londynie zetknął się bliżej z chrześcijaństwem. Zainspirowało go ono na resztę życia, mimo że pozostał przy hinduizmie jako swojej religii i nie nawrócił się na nie.

Walkę metodą nadstawiania drugiego policzka rozpoczął Gandhi w Południowej Afryce, dokąd hinduski klient wezwał do jako adwokata. Celem było poszanowanie ludzkiej godności osób spoza białej rasy. W biograficznym filmie Richarda Attenborougha Gandhi wyjaśnia zaprzyjaźnionemu pastorowi swoje postępowanie właśnie cytatami z Ewangelii. Chrześcijanin jest zaskoczony ich tak dosłownym odczytaniem…

Jednak walka Gandhiego – do której współprowadzenia zjednał sobie ogromną rzeszę ludzi dotąd przez białych pogardzanych – okazała się zwycięska. Kontynuował ją potem w Indiach, gdzie razem z rodakami doprowadził do odzyskania przez Indie niepodległości. Takie bezkrwawe prowadzenie walki politycznej nie umarło wraz z nim, ale inspirowało wielu ludzi przez cały XX wiek. Przypomnijmy sobie chociażby „rewolucję goździków” w Hiszpanii – a to tylko jeden z przykładów.

Oczywiście jako chrześcijańska metoda walki, nadstawianie drugiego policzka nie ogranicza swojej przydatności tylko do sfery politycznej czy narodowowyzwoleńczej. Wręcz przeciwnie – większość chrześcijan powinna ją stosować po prostu w codzienności, kiedy ich prawa są łamane. Czy to wobec rodziny, czy szefa w pracy, czy znajomych – wszędzie gdzie Bóg ich stawia. I pozwolę sobie na sugestię, że takie odważne a uprzejme zarazem bronienie swoich racji może wymagać od nich takiego samego męstwa i hartu ducha, jak od innych polityczna walka.

Dla człowieka, nie przeciw człowiekowi

Wpływ działalności ludzkiej na obszar Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego stwarza czasem zagrożenia dla jego przyrody. Ale obecności człowieka w Parku nie da się uniknąć. Co więcej, przy zachowaniu odpowiednich warunków jest ona ze wszech miar pożądana.

Przyrodę bowiem chroni się dla człowieka, gdyż jest ona konieczna dla jego życia i gospodarowania. Nie wolno więc, pod pozorem ochrony, go od przyrody odgradzać. Byłoby to bowiem zabójcze dla niego i dla gospodarki.

Trójmiejski Park Krajobrazowy jest naturalnym terenem rekreacyjnym dla mieszkańców Trójmiasta i okolicznych miejscowości. Jest też w większości pokryty lasami gospodarczymi. Podejście do gospodarki leśnej jest obecnie bardziej ekologiczne, niż w poprzednich dekadach. A rekreacja dobrze by się odbywała w przeznaczonych do tego miejscach lasu, i na ścieżkach specjalnie w nim wybudowanych.

Dobrze by było także (dla zwierzyny) ograniczyć obecność w lesie wałęsającego się po nim kota i psa. A osoby zbierające grzyby i jagody powinny postarać się o wiedzę, jak z punktu widzenia ochrony przyrody robić to prawidłowo.

Z myślą o ludziach i ich rekreacji wyznaczono w Parku wiele tras turystycznych pieszych i rowerowych. Na niektórych z nich znajdują się atrakcyjne miejsca widokowe. Omówienie tych tras można znaleźć na stronie internetowej TPK. Nie zapomniano też o edukacji. Obecnie mamy w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym trzy ścieżki przyrodniczo-dydaktyczne: „Dolina Samborowo”, „Oliwskie Doliny” i „Sopockim szlakiem”. One są także szczegółowo opisane na parkowej stronie i w folderach informacyjnych, a także w specjalnych przewodnikach, niestety bardzo trudno już dzisiaj dostępnych.

Edukacja ekologiczna jest w Parku traktowana bardzo poważnie. Tym bardziej, że jego tereny są częścią Leśnego Kompleksu Promocyjnego Lasy Oliwsko-Darżlubskie, mającego właśnie edukacyjny charakter.

Adres strony internetowej naszego Parku to: https://tpkgdansk.pl/ Jest ona dobrze zaprojektowana i prowadzona, i zawiera dużo przydatnych informacji. Zachęcam, by się z nią zapoznać.

Gdy mowa o obecności człowieka w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, nie należy zapominać o przeszłości. Park chroni bowiem nie tylko przyrodę, ale i wcale pokaźne dziedzictwo kulturowe. Mamy w nim wiele zabytków archeologicznych, jak ślady osadnictwa od okresu neolitu i starożytne cmentarzyska.

Niewątpliwie warte ochrony są i zabytki zabudowy z późniejszych okresów, z których wiele się zachowało. Wraz z unikalną w skali europejskiej przyrodą stanowią wystarczający powód, dla którego warto wybrać się do Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. I to nawet nie raz…

Mieszkańcy morenowych wzgórz

Fauna Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego jest różnorodna i ciekawa. Najlepiej spośród niej poznane są przez naukowców ptaki. Sporo wiemy też o innych kręgowcach. Ale przedstawiciele pozostałych zwierząt w Parku nie są bynajmniej mniej interesujący.

Zacznijmy jednak od ptaków. Ciekawsze z nich to bielik i inne szponiaste, kilka gatunków sów, dzięcioły czarny i zielony, krętogłów, gołąb siniak, żuraw czy bocian czarny. Osobliwością jest fakt, że (pewnie powodem są wzgórza morenowe w krajobrazie Parku) gnieździ się tu pliszka górska, a na zimę parkowe potoki przypodobały się tatrzańskiemu pluszczowi.

Ssaki Parku to liczne nietoperze, wszystkie naturalnie występujące w Polsce łasicowate, jeż wschodni, rzęsorek rzeczek i wiele innych małych ssaków, a z dużych dzik, jeleń i sarna. Sporadycznie zawędrowuje do nas łoś.

Z gadów mamy jaszczurki zwinkę, żyworodną i padalca, a także żmiję i zaskrońca. Płazów jest wiele – warto wymienić traszki i rzekotkę drzewną, a widywana była i grzebiuszka ziemna. Z ryb najciekawszy jest chyba pstrąg potokowy, który ma tutaj swoją lokalną, endemiczną formę. Minog strumieniowy występuje tu także.

Z owadów niewątpliwie motyle są najciekawsze dla obserwatora. Widuje się tu choćby pazia królowej, jest kraśnik zmienny czy mieniak tęczowiec, a także rusałka żałobnik. Chrząszcze to przede wszystkim kilkanaście gatunków biegaczy i pachnica dębowa. Wiele jest także gatunków muchówek, ważek i pszczołowatych. Poza zaś owadami inne bezkręgowce to chociażby ślimaki: świdrzyk żeberkowany i ślimak ostrokrawędzisty oraz pająk tygrzyk paskowany.

Prawidłowa ochrona fauny TPK musi obejmować równocześnie ochronę siedlisk i gniazdowisk, a także żerowisk i szlaków migracyjnych zwierzostanu. Dlatego postuluje się na przykład rezygnację z zabudowy cieków i zbiorników wodnych Parku, a także usuwanie takowej zabudowy już powstałej. Konieczne jest też uwzględnienie w gospodarce leśnej pozostawiania martwego drewna dla uzależnionych od niego ekologicznie owadów, a także starych drzew z dziuplami dla gniazdujących ptaków.

Przewiduje się także wzbogacanie roślinności o gatunki ważne jako źródła pokarmu parkowych zwierząt – oczywiście spośród gatunków naturalnie występujących w Parku.

Osobnym zagadnieniem są migracje zwierząt poruszających się po lądzie. Im grożą przede wszystkim kolizje na szlakach komunikacyjnych oraz przerwanie ciągłości ich własnych szlaków. Dla ssaków oraz płazów przekraczających drogi należy pobudować odpowiednie przejścia, a same drogi na poboczach zagrodzić. Tymczasowym rozwiązaniem dla płazów podążających na miejsca rozrodu może też być samo zagrodzenie drogi, i przenoszenie na drugą stronę gromadzących się płazów.

Ważne jest także zapobieganie izolacji przyrodniczej Parku i poszczególnych jego części. Dlatego należałoby połączyć korytarzami ekologicznymi jego część północną i południową, a także sam Trójmiejski Park Krajobrazowy z położonymi bardziej na zachód Lasami Lęborskimi i Kaszubskim Parkiem Krajobrazowym.

Co w trawie piszczy

Trójmiejski Park Krajobrazowy przyczynia się do ochrony występujących w nim gatunków rzadkich i zagrożonych. Omawiając tę jego funkcję, najpierw zajmę się organizmami osiadłymi, czyli roślinami i grzybami. Osobno natomiast napiszę o zwierzętach, które z powodu zdolności do aktywnego przemieszczania się wymagają nieco innych zabiegów ochronnych.

Jest chyba oczywiste, że aby chronić rzadkie i zagrożone gatunki roślin i grzybów należy przede wszystkim otoczyć ochroną ich naturalne stanowiska. Należy też utrzymywać populację na wystarczającym poziomie organizmów zdolnych do rozrodu. Koniecznie dodać jednak trzeba, że sama ochrona gatunkowa tu nie wystarczy. Potrzebne jest jeszcze zachowanie naturalnych zbiorowisk roślinnych, w których te chronione gatunki występują. Bowiem tylko w naturalnym otoczeniu mają one szansę utrzymywać się w dobrej kondycji i odpowiednim zdrowiu.

Dlatego pożądana jest ze wszech miar ochrona rezerwatowa stanowisk roślin i grzybów rzadkich i zagrożonych. Funkcję tę na szczęście spełniają utworzone w Parku rezerwaty przyrody, a kilka innych jest planowanych, w tym niektóre szczególnie dla tej funkcji. Ponadto chronione gatunki znalazły również azyl w niektórych z parkowych użytków ekologicznych, a także jeden z pomników przyrody powstał dla zachowania stanowiska cennych gatunków grzybów i porostów.

No dobrze, ale jakie to ciekawe gatunki roślin i grzybów występują w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym? Nie do końca je jeszcze poznano. Jednakże z tego co już naukowcom wiadomo widać, że flora i mikoflora Parku odznacza się znacznym bogactwem i obfituje w gatunki rzadkie i zagrożone.

Najlepiej poznana jest w Parku flora roślin naczyniowych. Wymienić tu można choćby poryblin kolczasty, roślinę wodną występującą w jeziorach lobeliowych, która jest największą osobliwością florystyczną TPK i ma tutaj swoje ostatnie stanowisko na południe od Bałtyku. Będą to także rośliny lądowe, jak rosiczka okrągłolistna, kosaciec syberyjski, turzyca bagienna, turówka wonna, niektóre występujące tu gatunki górskie czy podgórskie, a także wiele, wiele innych ciekawych gatunków roślin.

Mniej wiadomo w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym o roślinach zarodnikowych. Na pewno jednak rośnie tu kilka gatunków bardzo rzadkich mchów, obecne są też paprotniki i glony. Z grzybów mamy soplówkę jeżowatą (ściśle chronioną) i niektóre gatunki objęte ochroną częściową.

Na koniec warto może wspomnieć, że obecnie prowadzi się w naszym Parku systematyczne badania nad występowaniem w nim gatunków śluzowców. Te archaiczne, prastare organizmy były do niedawna zaliczane do grzybów, dziś wiemy jednak, że nie są z nimi zbyt blisko spokrewnione. Ich miejsce w systematyce jest niejasne. Cieszyć może ich bliższe poznawanie w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym.

Droga do dzikości

W planach ochrony Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego można wyróżnić dwa pozornie sprzeczne, a w istocie wzajemnie uzupełniające się podejścia: „przyrodniczo-konserwatorskie” i „gospodarcze”. Nie powinno się ich sobie przeciwstawiać. Oba są ważne, oba pełnią swoją istotną rolę w Parku.

Wzajemną komplementarność obydwu podejść do ochrony najlepiej widać w stosunku ich zwolenników do zbiorowisk roślinnych Parku. Rośliny bowiem nie występują w przyrodzie „każda sobie”, w oderwaniu od innych roślin. W zależności od podłoża i warunków klimatu tworzą zbiorowiska, każde o charakterystycznym dla siebie składzie gatunkowym. Są one na tyle typowe, że każde z nich ma swoją osobną nazwę w terminologii biologicznej, podobną do nazw gatunkowych. Są to zwykle nazwy łacińskie; jednak szczególnie ważne zbiorowiska mają niekiedy także nazwę polską.

Ponad 90 procent powierzchni Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego stanowią lasy. Jego tereny nieleśne tym bardziej więc zasługują na ochronę i zachowanie. Zwłaszcza że wiele z nich zajmują zbiorowiska roślinne rzadkie i zanikające w skali kraju. Są to na przykład różne zespoły łąkowe, torfowiskowe, źródliskowe czy jeziorowe.

Spośród zbiorowisk leśnych szczególnie cenne są zachowane tu i ówdzie zespoły naturalne lub zbliżone do naturalnych. W naszym Parku są to bory bagienne, buczyny, łęgi i grądy. Chronione są one przede wszystkim w rezerwatach przyrody. W Trójmiejskim Parku Krajobrazowym jest obecnie 10 rezerwatów; kilka innych jest planowanych.

O ile w podejściu „przyrodniczo-konserwatorskim” do ochrony rola rezerwatów jest oczywista, to należy powiedzieć, że mają one swoje miejsce też w podejściu „gospodarczym”. Stanowią one bowiem wzór dla naturalizacji leśnych zbiorowisk roślinnych, która jest postulowana w nowoczesnej gospodarce leśnej. Wiadomo bowiem dziś, że lasy naturalne bądź zbliżone do naturalnych są zdrowsze, nie narażone tak na gradacje szkodników jak drzewostany zmienione gospodarczo.

Dlatego też lasy przebudowane – dominujące niestety w Parku – będą stopniowo renaturalizowane poprzez eliminację gatunków drzew obcych geograficznie i siedliskowo, oraz przez wprowadzanie gatunków zgodnych z danymi siedliskami. Oczywiście dla prawidłowego przebiegu tych procesów konieczne są badania naukowe, które również najlepsze dla siebie warunki znajdują na terenie rezerwatów.

Na koniec należałoby wspomnieć, że owa „droga do dzikości”, czyli naturalności i zgodności z podłożem parkowych drzewostanów, nie jest bynajmniej traktowana dogmatycznie w planach ochrony Parku. Postuluje się bowiem pozostawienie w drzewostanie starych daglezji, sosen wejmutek czy innych drzew obcych gatunkowo w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym – zwłaszcza tych pomnikowych lub nasadzonych wzdłuż leśnych dróg zabytkowymi szpalerami. Motywowane jest to ich walorami estetycznymi oraz znaczeniem dla zwierząt, zwłaszcza dla ptaków. A także dlatego, że dokumentują one i ilustrują dawniejsze, mniej „ekologiczne” podejście do zagadnień leśnej gospodarki.

Jedyny taki krajobraz

Trójmiejski Park Krajobrazowy został utworzony w 1979 roku dla ochrony unikatowego w skali Europy krajobrazu polodowcowego. Obecnie jego powierzchnia wynosi prawie 20 tys. ha, z czego łącznie około jedna trzecia znajduje się w granicach administracyjnych miast Gdańska, Sopotu i Gdyni. Natomiast powierzchnia otuliny TPK wynosi obecnie ponad 15 tys. ha.

Chroniona w Parku rzeźba terenu jest bardzo zróżnicowana. Wynika to z różnorodności wpływów i warunków w okresach, gdy się kształtowała. A rozpoczęło się to już około 17 tysięcy lat temu i trwa do dnia dzisiejszego. W Europie tylko pobliska Wysoczyzna Elbląska jest z terenami TPK równie cenna i porównywalna.

A tereny te to wzgórza morenowe, powstałe z naniesień skalnego materiału w czole wycofującego się lodowca, i doliny utworzone przez erozję. Większość z tych dolin jest obecnie sucha, tylko w niektórych ukształtowały się cieki wodne lub jeziora.

To unikalne ukształtowanie terenu jest w czasach historycznych dodatkowo zmienione przez działalność człowieka. Przy czym presja antropogeniczna wciąż narasta. Współcześnie grozi ona wręcz zniszczeniem w wielu miejscach cennego krajobrazu, głównie z powodu nadmiernego użytkowania rekreacyjnego i przez inwestycje gospodarcze. Zapobiega temu między innymi ochrona rezerwatowa, choć żaden z dziesięciu istniejących obecnie na terenie Parku rezerwatów przyrody nie został utworzony specjalnie dla ochrony polodowcowego krajobrazu.

Takim rezerwatem geomorfologicznym miałby być jeden z projektowanych rezerwatów, a mianowicie rezerwat „Dolina Pieleszewska” położony w okolicach Redy. Niestety wskutek oporów Administracji Lasów Państwowych nie może on się wciąż doczekać realizacji.

Ważnym elementem ochrony przyrody nieożywionej Parku są też pomniki przyrody, mimo że ogółowi ludności kojarzą się one głównie z drzewami. Jednak ze 166 pomników przyrody w TPK aż 66 to wielkie polodowcowe głazy.

Oczywiście Trójmiejski Park Krajobrazowy chroni także przyrodę ożywioną, wśród odwiedzających go bardziej popularną. Jednak przy najbliższym spacerze warto rozszerzyć swoje zainteresowania i zwrócić uwagę także na litosferę Parku.

Książka, która mnie ukształtowała

Książeczka Anny Dąmbskiej „Pozwólcie ogarnąć się miłości” jest proroctwem – a więc słowem danym od Boga dla całej wspólnoty, przekazanym przez konkretnego człowieka obdarzonego charyzmatem proroctwa. Jej treść pochodzi z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, ale jest ponadczasowa.

W podyktowanym Pani Annie tekście Bóg przede wszystkim zapewnia nas o swej miłości do każdego człowieka na ziemi. Czyni to po to, abyśmy się już więcej nie bali o swoją przyszłość, ani nie czuli się osamotnieni. Zaraz potem jednak przychodzi wezwanie Boga do nas, abyśmy podjęli odpowiedzialność za innych ludzi, a nawet za cały świat. Chociaż Bóg nie broni nam zamknąć swego serca dla nich, to mówi jasno, że Jego przyjaciółmi stają się ci, którzy podejmą to wezwanie.

Świat potrzebuje ratunku ze strony przyjaciół Boga – gdyż jak On mówi w książce, bardziej niż kiedykolwiek toczy go zło. Całe rzesze ludzi zagrożone są potępieniem wiecznym z tego powodu. Kto podejmie wezwanie Ojca (ponieważ to właśnie określenie Boga jest Mu najbardziej miłe), może wielu z nich uratować. A to są też nasi bracia w człowieczeństwie, równie umiłowani przez Boga…

I choć każdy z nas ma wobec świata inne, swoje własne zadanie, Ojciec omawia w tym proroctwie wspólne warunki dla każdego z tych zadań. Szczególną uwagę poświęca niebezpieczeństwom, jakie mogą realizacji człowieczego zadania grozić. Przestrzega też przed szatanem, który oszukując nas postara się zrobić wszystko, aby Boże plany zbawienia ludzi pokrzyżować.

Gdy odkryłam tę książkę u progu lat dziewięćdziesiątych, wprost nie mogłam oderwać się od niej. I tak samo zareagowały na nią inne znane mi osoby. Proroctwo przechodziło z rąk do rąk, a czytelnicy zarywali dla niego noce. Nakład był bowiem niestety ograniczony. Dzisiaj łatwiej jest je dla siebie zdobyć, bo na stronie wydawnictwa można je zamówić tanio i na bieżąco. Książka ta dostępna jest tu:

Kto zaś chciałby zapoznać się z całością spuścizny literackiej Prorokini Anny, może to zrobić tu online:

http://www.objawienia.pl/anna/spis-anna.html

Summa technologiae

Tytuł książki Stanisława Lema „Summa technologiae” o tyle nawiązuje brzmieniowo do słynnej „Summa theologiae” św. Tomasza z Akwinu, o ile Lem miał ambicję stworzyć dzieło równie głębokie i fundamentalne. I rzeczywiście wiele filozoficznych pomysłów Lema w owej książce zawartych niewątpliwie zasługuje na uwagę.

Taki jest między innymi oryginalny pomysł porównania rozwoju technologicznego i ewolucji biologicznej, jak również jego realizacja. Takie są rozważania Autora o istocie nauki i jej związkami z technologią, „technologiczne” rozważania o ewolucji i parę innych. Ale w większości swojej książka przedstawia raczej osobiste obsesje samego Lema, a nie, jak zapowiada on sam we wstępie, rzetelne rozważania nad przyszłością technologiczną.

Dlatego dużo jest mowy o wierzeniach religijnych, które ateiście Lemowi nigdy nie dawały spokoju. Wiele w jego twórczości wskazuje na to, że raczej źle mu było ze swoim ateizmem, co najbardziej chyba uwydatnia filozoficzna powieść „Głos Pana”. Ale pisałam już o tym; wróćmy zatem do omawianego dzieła „Summa technologiae”. Lem postuluje w nim elektroniczne modelowanie istot rozumnych wraz z ich religiami, a nawet próby ziszczenia w tak modelowanym świecie tego, co religie obiecują na temat życia po śmierci. Całe te rozważania cechuje wprawdzie świetny warsztat literacki Autora i jego wysokie możliwości intelektualne. Nie zmienia to niestety jednak faktu, że wszystko to było bardziej potrzebne chyba samemu tylko Lemowi, a nie światu.

Mimo to książkę tę przeczytać warto. Została napisana w latach sześćdziesiątych, lecz wiele zawartych w niej rozważań – bo dzieło nie prezentuje tylko obsesji Lema, lecz sporo tematów rzeczywiście doniosłych i fundamentalnych – nie straciło do dziś swojej aktualności. Szkoda, że trzeba je mozolnie wyławiać spośród treści niezbyt ciekawych, a nawet – jak postulaty wdrożenia autoewolucji gatunku ludzkiego – budzących sprzeciw moralny, lecz trudno. U Lema to się zdarza, a u innych Autorów chyba także.

„Summa technologiae” nastąpiła co prawda po „Dialogach” – pierwszej Lemowej książki zawierającej filozoficzne rozważania – lecz uważa się ją za książkę matkę tego typu twórczości Autora. A to dlatego, że poświęcone głównie cybernetyce „Dialogi” utraciły swą aktualność wraz z rozwojem tej dziedziny nauki. „Summa” natomiast jest na tyle abstrakcyjna i fundamentalna, że w znacznej mierze ponadczasowa. Stanowi więc doskonały wstęp do „Okamgnienia” czy „Bomby megabitowej”, które czyta się już ze znacznie większym zainteresowaniem. Książkę tę można obecnie tutaj znaleźć:

Matematyka jaką znamy

Ludzie musieli liczyć i mierzyć od początków cywilizacji, nic więc dziwnego, że głębokiej starożytności sięgają i początki matematyki. Była to jednak matematyka niepodobna do tej, jakiej uczymy dzisiaj. W starożytnym Egipcie i Mezopotamii podręczniki matematyki tylko szczegółowo pouczają, co należy robić krok po kroku, nie wyjaśniając jednak uczniom dlaczego. Te algorytmy są na ogół poprawne i prowadzą do właściwych wyników, nie ma jednak przy nich nawet wzmianki o tym, skąd się wzięły. Uczeń ma je po prostu przyswoić i stosować w praktyce, nie zastanawiając się nad ich celowością.

Dlatego niektórzy filozofowie twierdzą, że to jeszcze nie matematyka, która polega przecież na badaniach hipotez i dowodzeniu twierdzeń matematycznych. Że mamy tam do czynienia jedynie z umiejętnościami typu matematycznego. Ja pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Sposoby postępowania w liczeniu i mierzeniu uczone w głębokiej starożytności nie wzięły się przecież znikąd – ktoś je musiał wcześniej odkryć. Ktoś więc musiał prowadzić badania i rozumowanie matematyczne, nawet jeżeli potem utrwalił jedynie ich wynik w postaci prawidłowego postępowania. Nawet jeżeli wiedzę o tym, jak do tego wyniku doszedł, zabrał ze sobą do grobu…

Rewolucji w nauczaniu matematyki dokonali dopiero greccy filozofowie, którzy zaczęli się zastanawiać nad istotą matematycznych sposobów postępowania. Zainteresowali się tym na tej samej zasadzie, na jakiej interesowali się istotą całego świata. Grecy po prostu lubili się zastanawiać, dyskutować i przekonywać innych do swego zdania. Na tym też – przekonywaniu siebie i innych do twierdzenia – polega matematyczny dowód.

Pierwszym znanym z imienia filozofem, który interesował się matematyką, jest żyjący w VII wieku p.n.e. Tales z Miletu. Nie pozostawił on po sobie żadnych pism swojego autorstwa, dlatego wiemy o nim tylko ze wzmianek późniejszych pokoleń historyków i filozofów. Wiemy, że poczynił pewne spostrzeżenia dotyczące przede wszystkim kątów. Natomiast wątpliwe jest raczej, czy swoich twierdzeń już dowodził. To być może zapoczątkowali dopiero wiek później pitagorejczycy, nazwani tak od imienia swojego przywódcy Pitagorasa z Samos.

Doniosłe podwaliny pod gmach nowoczesnej matematyki położył w V wieku p.n.e. Platon. Ten ateński filozof znany jest głównie ze swego umiłowania czystej idei, której tylko cieniem są rzeczy tego świata. Dlatego postulował, aby matematyka zajmowała się figurami idealnymi, w przybliżeniu tylko oddanymi rysunkami. Swój czas wyprzedził na przykład spostrzeżeniem, że styczna do okręgu ma z nim tylko jeden punkt wspólny. Nie był w tym przez współczesnych rozumiany…

Uczniem Platona był działający w IV wieku p.n.e. Arystoteles. Był on wszechstronnym uczonym i filozofem. Co do matematyki to postulował on, aby zajmowała się ona właśnie dowodzeniem twierdzeń, czyli wykazywaniem prawdziwości wyników swych badań w logiczny sposób z bardziej pierwotnych założeń.

Te postulaty dość szybko spełnił Euklides, w swoim wielotomowym podręczniku matematyki, znanym jako „Elementy”, bo tak właśnie ówczesne podręczniki matematyczne nazywano. Jest to już matematyka jaką obecnie znamy. Wychodzi ona od kilku pojęć podstawowych i kilku aksjomatów, aby dowodzić wszystkich pozostałych twierdzeń na ich podstawie.

Ciekawym jest, że oprócz podręcznika Euklidesa nie zachował się do dziś żaden inny podręcznik matematyki. A było ich dosyć dużo, o czym wiemy ze wzmianek. Prawdopodobnie po opublikowaniu tych najdoskonalszych „Elementów” inne gorsze nie były już więcej kopiowane, aż istniejące kopie rozpadły się po prostu ze starości. A licznie kopiowany podręcznik Euklidesa był w użyciu aż do początków XIX wieku n.e. Tak była doskonała jego dydaktyka!

Moja nowenna do św. Józefa

Seria siedmiu książeczek Francisco F. Carvajala „Rozmowy z Bogiem” zajmuje na mojej półce z książkami miejsce honorowe. A to dlatego, że rozważania w niej zawarte od wielu lat doskonale karmią moje życie duchowe. Rozważania te są tak głębokie i różnorodne, że można do nich wracać raz po raz, wielokrotnie. Przesytu ani znudzenia się nie poczuje.

Pięć pierwszych tomów podzielona jest na okresy liturgiczne: Adwentu i Bożego Narodzenia, Wielkiego Postu i Wielkanocy, oraz okresu zwykłego. Natomiast tom szósty i siódmy poświęcone są wspomnieniom świętych, świętom i uroczystościom. Przy czym wiele tematów jest treścią nie jednego, ale wielu rozważań. Tak jest na przykład z darami Ducha Świętego, Sakramentem Eucharystii czy też tematyką związaną z Najświętszym Sercem Pana Jezusa.

No dobrze, ale co to wszystko ma wspólnego z nowenną do świętego Józefa? Otóż książeczka szósta przypomina między innymi raczej nie znane w Polsce, i w ogóle chyba zanikające nabożeństwo przygotowujące do uroczystości tegoż świętego Józefa w dniu 19 marca. Polega ono na obchodzeniu tak zwanych siedmiu niedziel świętego Józefa, podczas których rozważa się jego świętość i cnoty.

Na każdą z tych niedziel książeczka zawiera osobne rozważanie. Dlatego na własny użytek ułożyłam sobie z nich nowennę, którą odmówiłam już wiele razy z dużym pożytkiem duchowym. Przez pierwsze siedem dni nowenny czytam i zgłębiam rozważanie na odpowiednią niedzielę , czyli o powołaniu i świętości świętego Józefa, jego cnotach, małżeństwie z Najświętszą Maryją Panną, o ich wspólnych radościach i smutkach, o błogosławionej śmierci świętego Józefa i o jego wstawiennictwie. W ósmym dniu nowenny czytam tak rozważanie z dnia jego uroczystości 19 marca, a w dniu dziewiątym rozważanie z dnia wspomnienia świętego Józefa rzemieślnika przypadającym jak wiadomo w dniu 1 maja.

Każdemu życzę posiadania tych książek, gdyż rozważania te są naprawdę wspaniałe. Życzę też zakosztowania nowenny do świętego Józefa tak ułożonej, jak wyżej napisałam. Książki te są już niedostępne w księgarniach, ale na Allegro można je zdobyć. Należy tylko wpisać „Rozmowy z Bogiem Carvajal”, aby nie wyskoczyły obdarzone tym samym tytułem inne książki: