Fenomeny żywego oceanu

„Solaris” to bez wątpienia najpoczytniejsza i najbardziej znana z książek Stanisława Lema. Ale chyba nieco niedoceniana. Mam na myśli to, że wielu czytelników skupia się na historii bohatera powieści i jego „gościa”, czyli wykreowanej z jego wspomnień kopii dawnej ukochanej, którą doprowadził do samobójstwa. A inne wątki też są tu warte uwagi.

Książka rozpoczyna się bardzo udanym opisem przybycia bohatera na stację badawczą, i dziwnego zachowania jej dotychczasowych mieszkańców. Zanim powoli wszystko się wyjaśni, uczestniczymy w wizycie Krisa Kelvina w bibliotece, która to wizyta jest dla Lema pretekstem do stworzenia zaiste imponującej i pełnej zawirowań historii badań naukowych niezwykłej planety, która jest scenerią całej akcji. Zaznajamiamy się też z bibliografią przedmiotu – pierwszą fikcyjną bibliografią stworzoną przez Lema, będącą jakby wstępem do jego późniejszych książek „Wielkość urojona” i „Doskonała próżnia”, które w całości są wymyślonymi przez autora księgozbiorami.

Ale to tylko pierwsza z wizyt bohatera w bogatej bibliotece stacji. Druga posłuży Lemowi do stworzenia mistrzowskich opisów tworów planetarnego oceanu, opisów niezwykłych nawet jak na dojrzały kunszt literacki pisarza. Są niezwykle plastyczne i dynamiczne zarazem, olśniewające fajerwerkami wyobraźni, bo aż trudno uwierzyć, że ich motywem nie jest nic istniejącego realnie. Lem fantastycznie opisał to, co musiał pierwej wymyślić – a samo wymyślenie tego wymagało geniuszu na rzadko spotykaną miarę.

Historia romansu Krisa – uwieńczona rozmową z pijanym Snautem – jest z kolei prawdziwym egzystencjalnym rozważaniem. I pobrzmiewa w nim cały Lemowy pesymizm i mizantropia. Aż dziw, że tak destrukcyjne treści można ubrać w tak niesamowity, niezwykły kunszt literacki. Wolałabym, żeby Lem nie był mizantropem – a przynajmniej żeby nie był aż takim…

Zakończeniem powieści jest jedyna wyprawa bohatera poza stację. I tu znów mamy popis literacki. Nieco skromniejszy, jak na zakończenie przystało, nie porażający już tak epickimi fajerwerkami. To pożegnanie z żywym oceanem. Z oceanem do końca niepoznanym, który jednakże umożliwił sobą to arcydzieło literackie.

Książkę Stanisława Lema „Solaris” możemy znaleźć tu:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: