Metoda kangura

  Mniej więcej w połowie lat dziewięćdziesiątych pomagałam w organizacji konferencji dla lekarzy i położnych, pod hasłem „Wczesne narodziny, wczesny kontakt”. Przedstawialiśmy nowatorską, wręcz rewolucyjną dla nich metodę opieki nad wcześniakami. Metoda ta narodziła się w 1978 roku w Bogocie, czyli w Kolumbii, w Ameryce Południowej. 

W szpitalu miejskim w Bogocie było mało inkubatorów, a wcześniaków rodziło się sporo. Były więc zarezerwowane dla tych najbardziej potrzebujących pomocy. Lecz pozostałe też umierały bez ciepła… Ktoś wreszcie wpadł na oczywisty pomysł.
   

Przecież ludzki organizm ma temperaturę około 37 stopni!
   

Zdrowsze wcześniaki zaczęto przytulać do ich matek, między piersiami, gdzie miały ciepło z trzech stron. Z czwartej otulano kocykiem, a na główkę czapeczka wełniana. Wcześniak jest raczej mały, matka mogła z nim sobie swobodnie chodzić po korytarzu szpitalnym. Skojarzyło im się to z torbą kangura, w której jest małe kangurzątko. A więc metoda kangura – tak nazwano ten pomysł.


    W 1983 roku przeprowadzono pierwsze naukowe badania tej metody. Wyszły nadzwyczaj korzystnie, nie tylko w stosunku do standardowej opieki, ale i w stosunku do inkubatorów. Metoda znacznie zmniejszyła śmiertelność noworodków, pozwalała utrzymać przy życiu również mniejsze niż dotąd wcześniaki. U matek pobudzała laktację, co jest nie bez znaczenia, gdyż pokarm matki dostosowany jest do wieku jej dziecka, ma specjalny skład dla wcześniaka. No i dzieci tak wychowywane rozwijały się lepiej także po powrocie do domu.
   

W tym samym czasie w Skandynawii w Europie zastanawiano się nad innym problemem “okołowcześniakowym”. Cierpiały psychicznie matki takich dzieci. Brak im było utraconego przez przedwczesny poród czasu ciąży. Komuś wpadły w ręce wyniki z Ameryki Południowej, spróbowano metody kangura. Okazało się to strzałem w dziesiątkę.
   

Słyszano o tym i w Polsce. Niestety komunistyczna technokracja nie sprzyjała takim “nowinkom”. Dlatego pierwszy znany mi przypadek zastosowania tego w naszym kraju pochodzi już z lat dziewięćdziesiątych, ze szpitala położniczego w Nowym Targu. Pani ordynator opowiedziała o nim na naszej konferencji, co było o tyle cenne, że było to doświadczenie przedstawicieli służby zdrowia.

Chodziło o dziewczynę z niechcianą ciążą, która miała zamiar wyrzec się swego wcześniaka. Wpierw rozpaczała, gdy jej go przynoszono do “pokangurowania”. Po paru dniach, kiedy zabierano do inkubatora. Jak trochę podrósł, mowy już nie było, żeby nie zabrała go ze sobą do domu!
   

Rodzice nieraz boją się metody kangura na początku – lecz jak widać, staje się ona dla nich radością. Rzecz jasna dziecko musi umieć samodzielnie oddychać, dobrze też, jeśli w miarę szybko nauczy się i ssać. Ale taka jest większość wcześniaków, które można uratować bez zbytnich kosztów. Dlatego metoda kangura godna jest upowszechnienia w polskiej służbie zdrowia.
   

A co na to polscy naukowcy? Gdy ktoś jest tego ciekaw, proponuję przeczytać to:

Click to access najwazniejsza_chwila_w_zyciu.pdf

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: