Narodziny bez przemocy

Mała książeczka Fredericka Leboyera pt. „Narodziny bez przemocy” pojawiła się w Polsce z początku w postaci opracowań w prasie, głównie kobiecej. A ponieważ był to przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, nie wiadomo było, czy ukaże się jej wydanie polskie. Pojawiło się w końcu – ale było równie nie do zdobycia jak i inne popularne książki.

Mnie udało się nabyć tę książkę, gdy pod koniec lat osiemdziesiątych rozpoczęłam swoją działalność w polskim ruchu na rzecz narodzin bez przemocy. Bo książka Leboyera miała tak wielki wpływ na społeczeństwo, że gdzie się tylko ukazała wywoływała wrzenie i motywowała ludzi do walki o zmiany w położnictwie. Co czyniło ją tak wyjątkową?

Książka dzieli się na trzy części. W pierwszej Autor opisuje poród z perspektywy wrażeń i doznań rodzącego się dziecka. W latach siedemdziesiątych, gdy ukazał się oryginał francuski, była to prawdziwa rewolucja w postrzeganiu porodu. Powszechnie uważano wtedy bowiem, że noworodki nic nie czują, a krzyczą tylko dlatego, że muszą ćwiczyć płuca dla uczenia się oddychania.

Tymczasem Leboyer przekonuje, że dziecko czuje wszystko o wiele intensywniej niż dorośli, a rutynowe postępowanie personelu medycznego w czasie porodu jest dla niego prawdziwą torturą. Silne światło, hałas i pospieszne „oprawianie” noworodka sprawia ból i wywołuje uczucie strachu, a przecięcie pępowiny, zanim nie przestanie pulsować, grozi niedotlenieniem i zmusza wrażliwe płuca do pracy prawie ponad siły rodzącego się małego człowieka.

W drugiej części Autor opisuje nowatorskie, własne postępowanie podczas porodu. Jest on bowiem lekarzem położnikiem. Wskazuje chwila po chwili, jak oszczędzić dziecku strachu i bólu i powitać je z prawdziwą miłością. A część trzecia stanowi zakończenie i napomyka o mogących pojawić się trudnościach.

„Narodziny bez przemocy” to naprawdę niewielka książka, ale wywołała prawdziwą burzę w społeczeństwie i rewolucję w praktyce położniczej w całej zachodniej cywilizacji. I w ogóle w postrzeganiu godności noworodka i porodu. Dostępne w Polsce tłumaczenie jest jednak trochę nieszczęśliwe i nie oddaje w pełni humanizmu i poetyki oryginału. Istnieje tłumaczenie lepsze, które jednak wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności nie uzyskało akceptacji Autora i nie może być sprzedawane. Ja sama dostałam je od jednej z Tłumaczek w zamian za pomoc w organizacji sympozjum.

Niestety książka ta (jakkolwiek byłaby przetłumaczona) jest już dawno niedostępna w księgarniach. Można jej szukać na Allegro, ale i tam jest rzadkością i osiąga ceny zawrotne w stosunku do swej objętości. A szkoda…

PS. Właśnie znalazłam skan tej książki w sieci, i to właśnie tego lepszego tłumaczenia. Jest dostępna online:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: