Polowania – za i przeciw

Człowiek jest z natury drapieżnikiem. Wbrew temu, co twierdzą zagorzali wegetarianie, to mięsnej diecie zawdzięczamy szybki rozwój mózgu w ewolucji hominidów. Poza tym społeczności kultywujące jeszcze tradycyjną gospodarkę zbieracko-łowiecką wszystkie cenią sobie potrawy mięsne i wszystkie bez wyjątku polują. Pomimo tego uważam, że współcześnie w społeczeństwach cywilizowanych jest więcej rzeczowych argumentów przeciw prowadzeniu polowań niż za. Dlaczego?

W czasach, kiedy powszechnie hodujemy zwierzęta na mięso (i kiedy zaczyna się już mówić o hodowli mięsa in vitro), polowanie przestało być życiową koniecznością. Stało się rodzajem rozrywki, wątpliwej zresztą. Można by je bowiem było jeszcze cenić jako rodzaj romantycznego sportu, gdyby odbywało się tradycyjnie za pomocą włóczni albo łuku i strzał. Lecz co jest romantycznego w pociągnięciu za spust broni palnej? To walka nieuczciwa, nie wymagająca od człowieka wielkiego wysiłku i nie dająca zwierzynie praktycznie żadnych szans.

Myśliwi mówią, że skoro wytępiliśmy drapieżniki, musimy sami przejąć ich rolę w przyrodzie i ograniczać liczebność zwierząt roślinożernych. Jest to jednak argument przewrotny. Duże drapieżniki wytępił nie kto inny, lecz właśnie sami myśliwi jako konkurencję dla siebie. I nadal to oni właśnie najmocniej się sprzeciwiają idei powiększenia ich populacji, chociaż są to gatunki zagrożone.

Poza tym drapieżniki, polujące uczciwie, za pomocą własnej siły, szybkości i przemyślności, eliminują zwierzęta najsłabsze, bo te najłatwiej dają się im upolować. Inaczej myśliwy, dla którego nie ma różnicy w wysiłku, czy celuje do zwierzęcia słabego i chorego, czy do mocnego i w pełni sił. Więcej – w pogoni za trofeami łowieckimi ma skłonność do zabijania właśnie najsilniejszych zwierząt, tym samym eliminując je z rozrodu. Kilka lat temu spotkałam się ze skargą dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego, że wskutek działalności myśliwych w okolicach Tatr, z roku na rok tatrzańskie jelenie mają coraz słabsze poroża…

Farsą jest też rytuał łowiecki, mający naśladować tradycyjną cześć naszych przodków dla upolowanej zwierzyny. Gdzie tu w ogóle miejsce dla tej czci? Tradycyjny myśliwy kultury zbieracko-łowieckiej, w pocie czoła tropiący upatrzone zwierzę, podchodzący je nieraz godzinami, wreszcie z wysiłkiem zabijający je tradycyjnymi narzędziami, siłą rzeczy nabiera dla tropionego zwierzęcia szacunku. Ale współczesny myśliwy, bez wysiłku pakujący śrut lub kulę w zwierzę podprowadzone mu przez nagonkę wprost w pobliże jego samochodu? Wszak szacunku dla przeciwnika nabiera się podczas wyrównanej – powtarzam: wyrównanej! – walki…

Bez wątpienia kontrola populacji zwierząt roślinożernych jest konieczna. Lecz moim zdaniem najlepiej jest ją sprawować pozwalając rozmnożyć się wciąż zagrożonym wyginięciem wilkom i rysiom. Tymczasem my, mimo formalnej ochrony, szkodzimy im, gdyż wyśrubowane normy „pozyskania” zwierzyny przez koła łowieckie pozbawiają te drapieżniki pożywienia. A potem podnosi się krzyk, że wygłodzone przez myśliwych wilki atakują zwierzęta gospodarskie… I że wobec tego trzeba zmniejszyć ich liczebność… I da capo…

Powyższy fragment pochodzi z książki dostępnej tutaj:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: